Aktualności

2022-11-18 16:27

Maria Nowak z domu Kowalczyk – świadek rozstrzelania, pochówku oraz ekshumacji zwłok 11 zakładników rozstrzelanych 14 listopada 1943 roku w Kasinie Wielkiej

Maria Nowak z domu Kowalczyk – świadek rozstrzelania, pochówku oraz ekshumacji zwłok 11 zakładników rozstrzelanych 14 listopada 1943 roku w Kasinie Wielkiej

MARIA NOWAK ur. 2 stycznia 1936 roku w Kasinie Wielkiej, najstarsza z dzieci [trzy córki] Tomasza i Katarzyny Kowalczyk, właścicieli gospodarstwa młynkowskiego, na którym była nieużywana wówczas Piwnica Młynkowska u podnóża Kaplicy Na Brzegu, w której pochowano potajemnie przed hitlerowcami zamordowanych partyzantów Armii Krajowej.

MARIA NOWAK: Była to niedziela 14 listopada 1943 roku, dzień ten wszyscy kasinianie zapamiętali do końca swojego życia.

Przed obecny dzisiaj Ośrodek Zdrowia w Kasinie Wielkiej, Niemcy przywieźli samochodami ciężarowymi jedenastu zakładników [byli to członkowie ruchu oporu AK oddział „Mnich” z Mszany Dolnej]. Na miejsce to mieszkańcy Kasiny Wielkiej zostali „spędzeni” po niedzielnej Ofierze Mszy świętej [Suma], aby patrzyli na egzekucję tych niewinnych młodych żołnierzy. Gdy wszyscy byli już na miejscu, niemiecki oficer kazał jednemu z mieszkańców Kasiny [Franciszek Wrzecionek] dołączyć do grupy skazanych na egzekucję. Mężczyzna myśląc, że też będzie rozstrzelany, idąc do grupy wołał patrząc na Kaplicę Na Brzegu: „Matko Boska Częstochowska ratuj mnie!” Jak się później okazało, oficer kazał mu rozwiązać i ściągnąć buty zakładnikom, ponieważ mieli oni związane ręce. Potem nastąpiła egzekucja jedenastu jeńców. W większości świadkami tego zdarzenia były kobiety i dzieci, gdyż mężczyźni w obawie o swoje życie pouciekali do lasu. Po rozstrzelaniu tych zakładników, niemiecki oficer kazał podsołtysowi, ciała zabitych wrzucić do brzegu na skały. Zakazał pochowania ich w ziemi, nazywając ich „bandytami” – miało to na celu pokazać mieszkańcom jak kończy się uczestnictwo w ruchu oporu. Powodem rozstrzelania tych zakładników była zemsta władz okupacyjnych za to, że został  wykonany wyrok na kierownika kamieniołomu w Śnieżnicy w Kasinie Wielkiej oraz egzekucja sołtysa na rozkaz AK. Mimo wielu ostrzeń od ruchu oporu nie zmienili swojego postępowania i dalej pracownicy tego kamieniołomu byli karani chłostą, przywiązywani do ławki na stacji PKP przez kierownika kamieniołomu – Michała Remera.

Po rozstrzelaniu zakładników, ich ciała leżały przez całą niedzielę i noc okupacyjną w miejscu, w którym dokonano egzekucji. W poniedziałek rano podsołtys zwrócił się do mojej mamy [Katarzyny Kowalczyk] o udostępnienie nieużywanej Piwnicy Młynkowskiej mówiąc: „Przecież to są nasze chłopaki”. Piwnica ta znajdowała się pomiędzy: z jednej strony rzeki „Kasinianka”, a poniżej Kaplicy Na Brzegu [dziś stoi krzyż upamiętniający to wydarzenie]. Moja mama bez wahania zgodziła się na pochowanie tych ciał, co więcej sama uczestniczyła w przenoszeniu zwłok na drabinie z własnego gospodarstwa. Wraz z nią zwłoki przenosili: podsołtys Marcin Śmieszek i Sebastian Skowronek z osiedla Mistarze. Kiedy wrócili mężczyźni z lasu, a wśród nich mój tata [Tomasz Kowalczykżołnierz kampanii wrześniowej z 1939 roku, który został ranny podczas walk i zabrany do obozu Niemieckiego w Dachau], mając  wiedzę jak Niemcy postępują z podbitymi narodami, przeraził się na wieść co zrobiła moja mama. Tata był na nią bardzo oburzony, mówiąc do niej te słowa: „Gdy Niemcy dowiedzą się o tym pochówku, to wywiozą nas do obozu lub rozstrzelają na miejscu i spalą nasz dom”. Moja mama na te słowa spokojnie odpowiedziała mu: „Ci zabici, to są nasze chłopaki i Matka Boża Częstochowska w Kaplicy Na Brzegu nas obroni”. Tak też się stało. Przez dwa lata nikt z mieszkańców nie doniósł Niemcom o pochówku zakładników. Jeszcze około miesiąca przed egzekucją, jeden z tych zabitych partyzantów [Jan Aleksandrowicz, kowal z Mszany Dolnej], był u nas w domu z żoną, wracając z jarmarku ze Skrzydlnej. Był on kolegą mojego taty, bardzo się lubili i często odwiedzał nasz dom.

Katarzyna Kowalczyk z domu Piwowarska wraz z córkami najstarszą Marią (Nowak) po prawej stronie i młodszą Michaliną (Mazgaj). Zdjęcie wykonane w 1940 roku dla męża Tomasza Kowalczyka przebywającego w obozie w Dachau – fot. album rodziny Nowak

20 kwietnia 1945 roku zakończono ekshumację zwłok tych żołnierzy. Pamiętam, bardzo przykre zdarzenie jak moja mama przyszła do tych, którzy wyciągali zwłoki z tej Piwnicy, chcąc zobaczyć jak wyglądają ciała, a jeden z pracujących przy ekshumacji zganił moją mamę, żeby tam nie przeszkadzała. Wówczas ona mu odpowiedziała: „A, gdzie wy wszyscy byliście jak trzeba było ich chować. Ja sama wraz z dwoma mieszkańcami Kasiny chowaliśmy ich potajemnie przed Niemcami, a dziś wy tu rządzicie i ustawiacie innych.” Na te słowa, wystraszył się i przeprosił mają mamę za jego niestosowne zachowanie. Podczas ekshumacji, jedno z ciał leżało u nas w stodole, ponieważ rodzice tego żołnierza [Jerzy Skąpski, lat 30, pochodził z Krakowa] chcieli zabrać syna do rodzinnego grobu w Krakowie. Opowiadając o tych wydarzeniach, zawsze to wspominam, że po zabraniu tego mężczyzny ze stodoły, pokarm dla bydła przez około miesiąc był przesiąknięty zapachem umarłego, bo zwierzęta nie chciały jeść. 20 kwietnia 1945 roku po zakończonej ekshumacji zwłok, ciała dziesięciu zakładników zostały w uroczystej procesji przewiezione przez mieszkańców Kasiny Wielkiej do granicy miasta Mszana Dolna, gdzie przejęli ich mieszkańcy tej miejscowości, kontynuując uroczysty orszak. Zwłoki zostały pochowane na cmentarzu parafialnym w Mszanie Dolnej we wspólnej mogile Ofiar II Wojny Światowej.

Maria Nowak z domu Kowalczyk – świadek rozstrzelania, pochówku oraz ekshumacji zwłok 11 zakładników rozstrzelanych 14 listopada 1943 roku w Kasinie Wielkiej

Maria Nowak z domu Kowalczyk – świadek rozstrzelania, pochówku oraz ekshumacji zwłok 11 zakładników rozstrzelanych 14 listopada 1943 roku w Kasinie Wielkiej

W latach siedemdziesiątych, w miejscu rozebranej Piwnicy Młynkowskiej [dziś stoi krzyż upamiętniający to wydarzenie], można było jeszcze znaleźć kostki ciał ludzkich.

Kiedy proboszczem w Kasinie Wielkiej został ks. Marian Juraszek i dowiedział się o tym miejscu, czytając w Kronice Parafialnej, oraz z relacji Kasinian, że tu było rozstrzelanych 11 żołnierzy Armii Krajowej i pochowanych potajemnie przed hitlerowcami w Piwnicy Młynkowskiej, a był człowiekiem, u którego wartości patriotyczne były we krwi, ponieważ jego ojciec jako 20-letni chłopak, był żołnierzem, uczestnikiem walk w obronie naszej Ojczyzny w 1920 roku przed bolszewikami, a później, kiedy wybuchła II wojna światowa, wstąpił do ruchu oporu Armii Krajowej, gdzie był rusznikarzem. Ks. proboszcz Marian Juraszek w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych organizował w pierwszą niedzielę po Uroczystości Wszystkich Świętych, a więc najbliższą datą zbliżoną do 14 listopada – rocznicy rozstrzelania zakładników, uroczyste procesje, które poprzedzała Ofiara Mszy św. naprzemiennie w jeden rok w Kaplicy Na Brzegu, a w następnym w starym Kościele [wtedy jeszcze nie było nowego kościoła]. Organizowanie takich wydarzeń w tamtych komunistycznych czasach [PRL], wiązało się z dużą nagną od ówczesnych władz, że wokół 11 listopada odbywają się uroczystości kościelne z procesją. Ta odwaga i patriotyczne wychowanie kapłana w domu rodzinnych, owocowało takimi patriotycznymi duszpasterskimi działaniami z narażeniem się niejednokrotnie ówczesnym władzom komunistycznym.

„Piwnica Młynkowska” – miejsce pochówku 11 zakładników rozstrzelanych 14 listopada 1943 roku przez Niemców

Utrzymując w pamięci Piwnicę Młynkowską, miejsce pochówku żołnierzy, zapalamy tam znicze i kładziemy symboliczne wiązanki, szczególnie w rocznicę egzekucji – 14 listopada, a także 20 kwietnia w rocznicę ekshumacji, poza tym 1 listopada w dzień Wszystkich Świętych oraz 11 listopada w Narodowe Święto Niepodległości. Widzimy również, jak nauczyciele wraz z uczniami palą znicze i dekorują kwiatami przed Ośrodkiem Zdrowia, miejsce rozstrzelania tych biednych młodych obrońców naszej Ojczyzny. Niech ta pamięć, tamtych przerażających wydarzeń, będzie nadal przekazywana kolejnym pokoleniom, a miejsca te, niech żyją przez pamięć, którymi są znicze i kwiaty, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zapyta: Co tu się wydarzyło? A, wtedy mu odpowiesz, bo Maria Nowak najstarsza córka Tomasza i Katarzyny Kowalczyk, była wraz ze swoją mamą jedną z wielu świadków, tego tragicznego dla tych młodych żołnierzy wydarzenia i dziś przekazuje tobie historię, którą sama przeżyła, a za którą my wszyscy BARDZO DZIĘKUJEMY!

 

Katarzyna Kowalczyk

Maria Nowak z domu Kowalczyk – świadek rozstrzelania, pochówku oraz ekshumacji zwłok 11 zakładników

Lista żołnierzy rozstrzelanychZDJĘCIA

14 listopada 1943 rok – 79. rocznica

Chwała Bohaterom! – UG Mszana Dolna

 

czytaj więcej...